Chociaż wciąż jeszcze podziwiamy potężne kratownico-we mosty łukowe ze stali i żywimy respekt dla ich budowniczych - to dziś wydają nam się one konstrukcjami niemal przestarza-, łymi, reliktami ubiegłego stulecia. Na^ przykład w dzisiejszych estakadach pryrrfl zdaje się wieść znowu kamień w postaci! betonu. Jednakże epoka stali w budowaniu przepraw bynajmniej nie przeminęła. Nowoczesne mosty zbudowane są z materiału złożonego, jednoczącego w sobie najlepsze własności kamienia i stali -z żelbetu. Nowoczesna, ciągliwa stal wydaje się idealnym materiałem na most, lecz ma dwie zasadnicze wady: po pierwsze, wysoką cenę, a po drugie, co parę lat wymaga kosztownej konserwacji: ponownego pokrycia środkiem antykorozyjnym. Produkcję ?plastycznego kamienia” opracował w 1824 r. angielski przedsiębiorca budowlany Joseph Aspdin; swemu wynalazkowi nadał nazwę cementu portlandzkiego. Mieszano go z kamieniami naturalnymi o różnej wielkości. Taką masę wlewano w drewniane obudowy i ubijano. Ubijany beton wykazuje dużą wytrzymałość na ściskanie. Posłużył na przykład jako materiał budowlany dla 50-metrowego mostu łukowego na Dunaju koło Munder-kingen i dla mostu kolejowego na rzece Hier koło Kempten w Badenii-Wirtembergii. Pewien pomysłowy francuski ogrodnik, Joseph Monier, wpadł w 1867 r. na pomysł wzmocnienia konstrukcji betonowych przy pomocy umieszczonych w środku żelaznych sztab. W taki sposób metal i kamień podzieliły pracę między siebie: siły ściskające przejął beton, siły rozciągające żelazo lub stal. Monier budował początkowo tylko wielkie wazony kwiatowe, które przy użyciu swej metody chciał uczynić lżejszymi, a przy tym bardziej stabilnymi. Już w 1873 r. Monier kazał swój patent rozszerzyć na mosty i po kilku latach nieufności budowniczowie mostów przekonali się do nowego tworzywa, budując zeń mosty łukowe i małe mosty belkowe. Jednakże nie usunięto jednej wady mostów żelbetowych: w strefach poddanych rozciąganiu stal napręża się mocniej niż beton, w którym z tego powodu szybko powstają rysy. Przez nie przenika do środka wilgoć, mogąca spowodować rdzewienie zbrojenia. Ponadto nakłady konieczne do wybudowania dużego mostu betonowego były naprawdę ogromne. Podobnie jak przy mostach z kamienia naturalnego, cieśle musieli na początku wybudować stabilne, a tym samym drogie, rusztowanie krąży-nowe. Następnie rzemieślnicy budowlani układali na nim formy drewniane w kształcie wanien i umieszczali w nich stal zbrojeniową. Na koniec wypełniali je betonem, odczekiwali, aż stwardnieje, i demontowali następnie rusztowanie.
Gdy w dawnych czasach pan jakiegoś zamku chciał się obronić przed wrogiem, kazał po prostu podciągać zwodzony most nad fosą. Podobne mosty znajdują się w Holandii i we Fryzji Wschodniej. Tu jednak nie chodzi o obronę przed najeźdźcą, lecz o umożliwienie przejazdu łodziom. W nizinnym kraju z wieloma kanałami zbyt uciążliwa byłaby budowa tak wysokich przepraw, by mogły zmieścić się pod nimi łodzie z masztami, gdyż wtedy trzeba byłoby sypać długie i wysokie rampy dla dróg. Decydowano się zatem na prosty most zwodzony. Najbardziej znana budowla tego typu stoi jednakże nie w Holandii, lecz w południowej Francji, koło miasta Arles. Jej widok zainspirował malarza Vincenta van Gogha do stworzenia jednego z najpiękniejszych obrazów i to przyniosło sławę również mostowi. Mosty zwodzone należą do mostów ruchomych i w Europie istnieje wiele egzemplarzy tej grupy. Nowoczesną formą mostu zwodzonego jest most klapowy, wybudowany na przykład w 1964 r. na HafenstraBe w Lubece. Kiedy pojawia się statek, maszyny hydrauliczne w ciągu kilku minut podciągają cztery pomosty ważące po 280 ton.
Towerbridge stanowi od 1895 r. symbol Londynu, ale tylko nieliczni wiedzą, że jest to most klapowy. Dolny pomost składa się z dwóch 30-metrowych części, które można podnieść w ciągu półtorej minuty. W Lubece znajduje się jeszcze jedna ciekawostka, niezwykle interesująca z technicznego punktu widzenia: most podnoszony obrotowy: w ciągu 3 minut budowla ważąca 3501 może być uniesiona i obrócona o 56 stopni. Droga dla statków jest wolna. Do napędu hydraulicznego wykorzystuje się ciśnienie panujące w miejskiej sieci wodociągowej. Już od 1892 r. most ten pełni swą służbę, łącząc centrum miasta z dzielnicą St. Lorenz.
W klasycznym moście wiszącym pasma nośne po drugiejstronie pylonów zakotwione są w ziemi. Most wisi na wygiętych w łuk kablach pomiędzy podporami nośnymi. Inną odmianą mostów wiszących są konstrukcje wantowe (wanta, podobnie jak w szkutnictwie, oznacza ukośną linę), w których pomost zawieszony jest na pylonach przy pomocy wielu ukośnych kabli. Są one uporządkowane wachlarzowato lub na wzór strun harfy i tak mocno napięte, że przebiegają niemal prosto. Dzięki temu można zmniejszyć grubość dźwigara pod pomostem. Pod koniec II wojny światowej zniszczone zostały prawie wszystkie mosty na Renie. Kiedy w latach pięćdziesiątych planowano ich odbudowę, rzadko przedtem stosowane wiszące mosty wantowe okazały się szczególnie ekonomiczne. Pierwszym takim mostem, łączącym obecnie brzegi Renu, jest Theodor-Heuss-Brucke w Dusseldorfie.
We Wrocławiu zaplanowano budowę mostu tego typu przez Odrę o największej w Polsce rozpiętości przęsła: 231 m. Koło Honfleur u ujścia Sekwany powstaje most wantowy o rozpiętości przęsła 856 m.
I love your blog and I want to subscribe it via RSS Reader!
